Ocena - 5,5/10
Parę miesięcy temu mój księgozbiór wzbogaciła powieść Amy Harmon "Słowo i Miecz". Nie miałam wówczas jakiejś szczególnej motywacji do czytania - zabrałam się za nią dopiero jakiś czas temu.
Jest to moja pierwsza książka tej autorki. Sądzę, że także ostatnia. Dlaczego? Może najpierw wyjaśnię o czym opowiada "Słowo i Miecz".
Akcja toczy się w fantastycznej krainie Jeru w trakcie wojny z bezlitosnymi, skrzydlatymi Volgarami. Główną bohaterką jest młoda lady Lark. Dziewczyna odziedziczyła po swej matce moc. Była Powiadaczką. Powinnam wspomnieć, iż na początku Jeru, Bóg stworzył czwórkę dzieci. Każde z nich otrzymało specjalny dar.
Pierwszy syn był Uzdrowicielem - mógł leczyć rodzeństwo z chorób
Kolejny syn był Zmieniaczem - potrafił się zmienić w każde ze zwierząt
Córka Prządka - umiała uprząść złoto z każdej materii
Aż wreszcie Powiadaczka - potrafiła powiedzieć co wydarzy się w przyszłości
Rodzeństwo zaludniło ziemię. Z czasem moce zaczęły znikać, słabnąć oraz się przekształcać. Pewien Król, potomek zmieniacza siał spustoszenie nieustannie przemieniając się w smoka. Na szczęście dzielny wojownik zgładził go. Ogłosił, że każdy powinien mieć równe szanse, że moce są złem w najczystszej postaci. Obdarowanych kamieniowano i palono. Ludzie ukrywali swe moce.
Dlatego też dla lady Lark bycie Powiadaczką było jedynie przekleństwem. Nie potrafiła kontrolować swych Słów, dlatego też w ogóle nie mówiła.
Żyje jako odludek. Aż tu nagle... Wojna, chaos... Uprowadzona przez Króla Tirasa, zostaje zamknięta w kompletnej samotności. Wie, że nie może ukrywać swoich mocy w nieskończoność.
Zakończenie książki jest nudne i przewidywalne... SPOILERY -> Taa... Jak się okazałor, Tiras też ma dar. Potem miłość, dzieci, piękne życie....
Zdecydowanym plusem dla książki jest wprowadzenie do świata Jeru. Muszę przyznać sam pomysł na cztery dary jest boski. Opis krainy naprawdę mnie urzekł.
Niestety autorka nie wykorzystała tej koncepcji jak mogła. A mogła zrobić, naprawdę wiele... Mało w tym magii, walk, fantastycznych stworzeń. Mało jest o reszcie obdarzonych. O wojnie prócz początków nie ma praktycznie nic. Jest jeden wielki wątek romantyczny. A ja - muszę przyznać, że takich wątków nie cierpię.
Do tego dochodzi bardzo nielogiczny prolog, prowadzony przez matkę dziewczyny - Lady Mesharę. Jak ona opisywała to wszystko po swojej śmierci? Jak opisała swoją śmierć? No o duchach nic nie wspominali... To było coś w stylu: "Było fajnie, a potem umarłam".
Podsumowując. Ciekawe uniwersum, nieciekawa fabuła. Spodziewałam się, czegoś zupełnie innego. Jeżeli ktoś lubi wątki romantyczne - polecam, jeżeli ktoś ma podejście podobne do mnie - odradzam. Książka dostaje 5,5/10
Uwaga, uwaga - To moja pierwsza recenzja. Proszę o wyrozumiałość. Wszystko w niej przedstawione jest jedynie moją, subiektywną opinią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz